sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 11

   Oczywiście po odejściu Kuby, Bianka i Filip też zniknęli. Naprawdę ich lubiłam. Zawsze mięli dobry humor i umieli pocieszyć w dołującej chwili.
    Napięcie w szkole z każdym dniem rosło, więc nowy dyrektor zorganizował rozluźniającą dyskotekę. Pani Bodine zginęła w pożarze. W zasadzie nie wiedziałam dlaczego nadal nas prześladują. Dyrektorka już nie żyje, a Marcin chciał jej zniszczyć życie. Czułam, że kryje się za tym coś więcej.
   Gosia i ja oczywiście nie miałyśmy partnerów, więc stwierdziłyśmy, że pójdziemy razem. Tomek zaprosił Ninę, a ta nie śmiała mu odmówić. Udawała, że on jest jej obojętny, ale jej oczy aż się świeciły.
   To będzie pierwsza moja impreza bez Kuby. Na samą myśl robiło mi się niedobrze. Dlaczego to musi aż tak boleć?
   - I jak?- zapytała mnie Gosia. Stała przede mną w pięknej jasnoniebieskiej sukience podkreślającej jej ciemne oczy. Pod piersiami miała zawiązaną niebieską wstążeczkę. Kiecka nie miała ramion i wyglądała prześlicznie. Długie brązowe włosy miała lekko podkręcone i zaczesane na bok.
   - Wyglądasz jak królewna. Przy tobie czuję się szaro…- powiedziałam. Co prawda nie byłam jeszcze ubrana, ale nie sądzę, żeby jakakolwiek sukienka przebiła jej kreację.
   - Jak się ubierzesz to wtedy pogadamy.
   Włożyłam na siebie szarą sukienkę w kolorowe kwiatki. Gosia zrobiła mi skomplikowanego, dobieranego warkocza, który był zapleciony falami na mojej głowie. Obie włożyłyśmy sobie ładne kolczyki i buty na szpilkach. W zasadzie nie wyglądałam aż tak źle.
   Gdy weszłyśmy do budynku impreza już trwała. Muzyka była taka głośna, że aż bolały mnie uszy. W tym huku słychać było typowe kawałki dyskotekowe. Oczywiście stanęłyśmy pod ścianą.
   Po chwili podszedł do nas jakiś chłopak i zaprosił Gosię do tańca, więc zostałam sama. Rozglądałam się po sali, aż mój wzrok spotkał Kubę. Kiwnął mi tylko ręką, że mam do niego podejść. Miał taką smutną minę. Moja ciekawość zwyciężyła i ruszyłam w jego stronę.
   - Możemy porozmawiać? Na dworze? - zapytał gdy stałam obok niego.
   Przez chwilę się zastanawiałam. Nie wiedziałam co mam myśleć. Ten wisiorek mówił, że nie mam mu ufać…
   - N… tak - odparłam po chwili wyszłam za nim na dwór.
   Gdy byliśmy parędziesiąt kroków od internatu powiedział:
   - Ale ty jesteś głupia… Nie sądziłem, że tak łatwo mi pójdzie.
   Nagle usłyszałam krzyki dobiegające ze szkoły. To była zasadzka. Ale dlaczego wyprowadził mnie z niej?
   Rzuciłam się w stronę szkoły. Chciałam im jakoś pomóc, ale Kuba złapał mnie i zakrył usta swoją dłonią.
   Wierzgałam się z całych sił. Usłyszałam uderzenie. Nagle puścił mnie i upadł na ziemię. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam Lysandra stojącego z kamieniem w dłoni.
   Podeszłam do niego i chciałam go przytulić, ale usłyszałam dźwięk ładowanego pistoletu.
   - Nie tak prędko!- usłyszałam za plecami.
   Odwróciłam się do wroga, a Lys złapał moją dłoń swoją.
   Młody chłopak celował prosto w mojego przyjaciela. Lysander jednym szybkim ruchem dłoni sprawił, że wiatr zaczął szaleć. Chłopak niestety nie dał się nastraszyć i usłyszałam wystrzał. Lys z jękiem upadł na ziemię.

poniedziałek, 25 listopada 2013

Drodzy czytelnicy!

Przepraszam was bardzo, ale nie mam weny!!! Moje głowa jest pusta! Mam nadzieję, że to tylko chwilowo!!!
W ramach tego organizuję KONKURS !!!
Temat:
Podaj w komentarzu swój pomysł na następny rozdział. Najlepszy pomysł wykorzystam.
Regulamin:
1. Pomysły podajcie w komentarzu tylko pod tym wpisem!
2. Każdy musi zagłosować (głosujesz odpowiadając na kogoś komentarz: głosuję)
3. Macie dowolną ilość głosów, ale nie można głosować dwa razy na jeden pomysł!
4. Nie można głosować na siebie!
5. W wypadku anonimowych komentarzy proszę się podpisać!
Zwycięzca pojawi się na tablicy z prawej strony jako najlepszy pomysłowicz i wierny czytelnik mojego bloga. W wypadku, gdy taka osoba też prowadzi własnego bloga, link do niego będzie znajdował się obok nazwy użytkownika.
Macie 3 dni na wymyślanie!
28.11.13 ogłaszam wyniki!!!!

Czas start!
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przypominam również, że mam drugiego bloga: 
http://zagrozenie-zuza-starr.blogspot.com/ 
Tam też niedługo pojawi się konkurs!
Zapraszam!

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 10

   Jak on mógł?! Chodziliśmy ze sobą trzy lata, a on tak mnie potraktował. Naprawdę go kochałam. Ryczałam i krzyczałam w niebo głosy zadając sobie pytanie: Dlaczego?
   Po wzięciu gorącego prysznicu wróciłam do całkiem pustego pokoju. Wydawał mi się szary, bez kolorów. Moje życie właśnie straciło sens. Teraz już nie byłam smutna. Wypełniała mnie wściekłość. Ogromna złość.
   Podeszłam do mojej szafki nocnej i jednym ruchem ręki zwaliłam wszystko co na niej stało. Znów zaczęłam ryczeć. Kopnęłam szafkę, a potem zrzuciłam wszystko ze wspólnego biurka. Dziewczyny pewnie będą złe, ale co mi tam. Musiałam się jakoś wyżyć.
   Gdy już wszystko leżało na ziemi usiadłam w kąt pokoju. Płakałam i płakałam zastanawiając się gdzie są moje przyjaciółki gdy ich potrzebuję. Uspokoiłam się trochę gdy straciłam wszystkie łzy. A może on planował to od dawna? Przecież dziwnie się zachowywał od dłuższego czasu. Sama nie wiedziałam co o tym myśleć.
   To, że chciał mnie zdradzić bolało mocniej niż to, że przeszedł na złą stronę.
   Oczy strasznie mi się kleiły, aż w końcu zasnęłam w tym kącie.

   Poczułam coraz mocniejsze klepanie po policzku.
   - Jagoda! -słyszałam.
   - Co jest?- zapytałam zbulwersowana tym, że dziewczyny mnie obudziły.
   - O boże! Jagoda! –Gosia miała szczęśliwą minę. Przytuliła mnie. - Nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiłyśmy! Ktoś się włamał czy co?
   - Nie, to ja zrobiłam…
   - Czemu?- była zdziwiona.
   - W skrócie: Przyłapałam Kubę na zdradzie, potem chciał mnie udusić i przeszedł na stronę Marcina. Chyba planował to od dawna- powiedziałam ponuro.
   - Żartujesz tak? –zapytałam z dziwnym uśmiechem.
   Gdy wybuchłam płaczem mina od razu jej zrzedła. To jednak nie wyczerpałam banku łez.

   Tydzień później nadal byłam zawiedziona. Myślałam, że Kuba przyjdzie i powie, że zrobił tak tylko dlatego żeby uratować nam tyłki. Ale nie. Od tamtego zdarzenia nie widziałam go.
   Moje stosunki z Lysandrem były coraz lepsze. Zaprzyjaźniliśmy się. Cały czas za mną chodził i pocieszał mnie. Nie pytał też o nic. Pewnie już wszystko wiedział. Takie rzeczy szybko rozchodzą się po szkole.
   Właśnie chciałam wyrzucić kurtkę, którą miałam na sobie w czasie pożaru w dawnej szkole. Dlaczego tego jeszcze nie zrobiłam? Nie wiem. Nagle przypomniałam sobie o moim śnie. Coś mnie pokusiło, aby zajrzeć do tej kieszeni. Włożyłam do niej rękę i poczułam zimny kryształ. Wyjęłam wisior i przyjrzałam się mu.
   Był dokładnie taki sam jak we śnie. Stwierdziłam, że jest lodowaty i chciałam go trochę ogrzać. Zacisnęłam pięść ze znajdującym się w środku serduszkiem i zamknęłam oczy.
   Przez moją głowę przeszedł niewyobrażalny ból. Chciałam wyrzucić wisior z ręki, ale nie mogłam. Zdrętwiała i nie mogłam jej ruszyć. Nie mogłam też otworzyć oczu.
   - Przyjdzie do ciebie… -słyszałam kobiecy głos w mojej głowie – Kuba… przyjdzie… -głos był coraz bardziej stanowczy, dudnił w mojej głowie coraz głośniej – nie ufaj mu… oszuka cię… nie ufaj…
   Nagle wisior wyleciał mi z rąk. Byłam przerażona, nie mogłam złapać oddechu.
   No tak. Już nic mnie nie zdziwi.
   Oczywiście podniosłam wisior i szybko włożyłam go do kieszeni spodni. Wyrzuciłam kurtkę i wyszłam na dwór.
   Do moich płuc dostało się świeże, oczyszczające powietrze. Oddychałam głęboko.
   - Hej!- usłyszałam za plecami. Tak się wystraszyłam, że aż podskoczyłam.
   - Lys! Wystraszyłeś mnie!
   - I oto chodzi, Fay.
   Fay to moje nowe imię. Stwierdziłam, że je zmienię. Mojego nienawidziłam. Zrobiłam to aby zmienić coś w moim życiu. Od dzieciństwa imię Fay mi się podobało.
   - Muszę ci coś pokazać- wyjęłam serduszko z kieszeni. –Wiesz co to jest?
   - Tak, to kamień proroczy. Czasami ukazuje obrazy, a czasami słyszysz tylko głosy. Skąd go masz?
   - Znalazłam go w kurtce.
   Wziął go do ręki.
   - Skąd będę wiedziała kiedy go użyć?
   - Tak po prostu, będziesz wiedziała –uśmiechnął się do mnie. –Muszę spadać. Widzimy się wieczorem.

   Uśmiechnęłam się sama do siebie i włożyłam naszyjnik do kieszeni.

sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 9

  Na szczęście wszyscy moi przyjaciele byli cali. Dlaczego ja zawsze muszę się w coś wpakować?
   Ta szkoła była dwa razy większa od naszej. Niestety, ale uczniowie mieszkali w internacie. Wcześniej miałam swój własny domek, a teraz musiałam się cisnąć z przyjaciółkami w jednym pokoju. Tutaj też odwołali zajęcia na rzecz ćwiczeń sprawnościowych. Przez cały tydzień mieliśmy spokój z atakami. Widocznie wróg przestraszył się ilości uczniów. Wszyscy bez wyjątków mieli tu moce. Lecz to nie był powód do cieszenia.
   Gosia mówiła mi, że Marcin przekabacił na swoją stronę kilkanaście ludzi, a to znaczyło, że mamy coraz mniejsze szanse na wygraną.
   Dowiedziałam się też co nieco o mojej mocy. Okazało się, że mam tylko jedną moc. Pod wpływem presji wysysam energię z otoczenia. Wtedy, gdy się topiłam wyssałam energię z otaczającego mnie lodu, dlatego teraz mogłam nim władać. Dlaczego mam więc też ogień? Tego nie wiem. Wiem również, że mogę zapanować nad moją mocą i wtedy będę mogła wysysać energię kiedy chcę.
   - Panno Owen! Albo pani ruszy tyłek, albo zginie pani w starciu ze zmiennokształtnym! –Nowy nauczyciel walki był spasłym świniakiem z wrednym charakterem.
   Chciałam mu powiedzieć co o nim myślę, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. O wiele bardziej lubiłam Natalię. Nauczyła mnie naprawdę wielu rzeczy nie krzycząc przy tym.
   Wstałam z podłogi i zaczęłam ćwiczyć panowanie nad ogniem.
   Po ćwiczeniach postanowiłam zajrzeć do Kuby. Ostatnio coraz mniej się widywaliśmy. Zapukałam, ale nikt nie otworzył. Wiedziałam, że jest w środku, ponieważ drzwi były otworzone, a zawsze gdy wychodził kluczył je. Weszłam więc do środka.
   To co tam zobaczyłam złamało mi serce.
   Kuba z jakąś suką leżał na łóżku całując ją przy tym namiętnie. Byli w samej bieliźnie i gdybym weszła parę minut później zastałabym ich nagich.
   Bez słowa wyszłam z jego pokoju. Biegłam ze łzami w oczach po schodach i prawie się wywaliłam. Wybiegłam na dwór i dopadł mnie letni deszczyk.
   Nie byłam zbyt szybka, więc Kuba z łatwością mnie dogonił zakładając w drodze spodnie. Złapał mnie za nadgarstki i przycisną do ściany internatu.
   - Jagoda, ja cię kocham! – krzyknął.
   - Gdyby to była prawda nie zdradziłbyś mnie! – powiedziałam zachrypłym głosem.
   - Przecież się z nią nie przespałem.
   - Ale chciałeś! Przyrzekaliśmy sobie wierność! Nie pamiętasz? –byłam coraz bardziej bezsilna. Emocje powoli przygotowywały się do wybuchu. –Twoje słowo nie jest nic warte! Z nami koniec.
   Próbował mnie pocałować, ale moje emocje wybuchły. Wyrwałam ręce z jego ucisku, skierowałam je na tors.
   Nie, nie odepchnęłam go ogniem czy lodem. To był wiatr. Musiałam wyssać jego energię, gdy spadałam.
   - To teraz tak będziesz ze mną grać? – szybko się podniósł, podbiegł do mnie. Złapał mnie dwoma rękami za szyję i zaczął dusić. –Masz rację, nie kocham cię! Brzydzę się tobą!
   - Zostaw ją! – usłyszałam głos. - Nie możesz jej zabić. Jeszcze mi się przyda.
   Kuba puścił moją szyję, a ja wreszcie mogłam głęboko odetchnąć.
   - Kazałem ci tylko nie stracić jej zaufania, ale ty kurwa nawet tego nie potrafisz zrobić! – zmiennokształtny był wściekły.
   Kuba zacisnął zęby. Odchodząc z Marcinem nawet się nie obrócił.

Uwaga!
Prowadzę również innego bloga i zastanawiam się czy nie stworzyć jeszcze jednego.
Link do bloga będzie z prawej strony nad zakładką "strony"
Rozdziały tam są trochę długie, ale myślę, że wam się spodobają!
W obu blogach mam zakładkę "Bohaterzy" więc jeśli kogoś ciekawi jak ich sobie wyobrażam to zapraszam!
Jeśli chcielibyście coś zmienić w bohaterach to piszcie śmiało!
Założyłam również społeczność. 
https://plus.google.com/communities/103580694522781638622
Dołączcie!
PS. Następny rozdział powstaje dzięki waszym komentarzom! 

piątek, 22 listopada 2013

Rozdział 8

Sny…
Są odzwierciedleniem duszy…
Ukazują nasze pragnienia,
Ale także cierpienia.
Są również lustrem naszych myśli.
Czasami, gdy tego bardzo chcemy
Mogą być też magią…

   Dlaczego tu tak zimno?
   Objęłam się ramionami i mocniej obtuliłam kurtką.
   Pomieszczenie było ogromne. Ściany były z szarego betonu tak samo jak podłoga. Sufit podpierały wielkie rzeźbione kolumny. Pokój był pusty. Nie było nigdzie drzwi, co mnie zdenerwowało. Podbiegłam do jednego z okien i wyjrzałam przez nie. Pustka. Nic tam nie ma. Widzę tylko kolor nieba rozpływający się po drugiej stronie ściany.
   Odwróciłam się i zauważyłam lustro. Podeszłam bliżej i zbadałam je wzrokiem. Przyglądałam się mojemu odbiciu.Moje blond włosy były prawie czarne od smoły. Na kurtce widniały dziury wypalone szyderczymi mackami ognia. „Powiedzieliby, że jestem murzynką”- pomyślałam.
   Nagle moje odbicie uśmiechnęło się pomimo tego, że ja tak nie zrobiłam. Coś było nie tak. Dziewczyna z lustra włożyła rękę do kieszeni kurtki i wyjęła z niej przepiękny wisior w kształcie serduszka. Wisiał on na długim łańcuszku. Serce zrobione było z białego kryształu, który pięknie się mienił. Włożyła go powrotem do kieszeni i nagle spochmurniała.
   Zza jaj pleców wydobywały się kłęby ciemności. Błądziły niczym macki po jej ciele. Doszły do głowy i wykręciły jej kark. Słyszałam dźwięk łamanych kości. Ciało bezwładnie upadło na podłogę, a mnie oblała fala przerażenia.
***
   - Drugi raz uratowałem twojej dziewczynie życie, więc należałoby mi się więcej szacunku –usłyszałam głos Lysa.
   - I tak cię nie lubię- odpowiedział na to Kuba.
   Otworzyłam zaspane oczy pocierając je przy tym ręką.
   - Gdzie jesteśmy?- zapytałam.
   Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że moje głowa leży na kolanach Kuby, a nogi na kolanach Lysa. Kuba podłożył mi wcześniej poduszkę pod głowę, więc nic nie czułam.
   - Jedziemy autobusem do drugiej szkoły –Lys uśmiechnął się do mnie.
   Chyba miał rację. Siedzieliśmy na tyłach starego autobusu. Usiadłam na wolnym miejscu pomiędzy chłopcami i zapytałam:
   - Czy ktoś zginął? –teraz tylko to mnie interesowało.
   - Połowa uczni. 

czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział 7

Napisałam wiersz, ale czytacie go na własną odpowiedzialność!
Jeśli ktoś się odważy to niech napisze czy mu się podoba.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ogień.
Najpiękniejsza rzecz na świecie,
Ale zarazem najniebezpieczniejsza.
Mały płomyk cieszy oko,
Ale duży wzbudza przerażenie.
Potrafi też ocalić życie,
Ale także je odebrać.
***
   Zbudziłam się z uczuciem wielkiego przerażenia. Otarłam twarz dłońmi i wzięłam oczyszczający oddech. I wtedy poczułam. Ogień! Wyczuwałam go. Podeszłam do okna i odsłoniłam zasłony. Cała szkoła się pali! Zacisnęłam zęby i zdałam sobie sprawę, że to nie jest gra wyobraźni. Obudziłam Gośkę i Ninę. Narzuciłyśmy na siebie kurtki i wybiegłyśmy na dwór.
   Ściany budynki lizały ogromne macki ognia. Płomienie coraz szybciej rozprzestrzeniały się, aż w końcu las stanął w ogniu.
   Bez zastanowienia podbiegłam bliżej lasu i próbowałam opanować mój żywioł. Niestety, ogień był zbyt duży i nie dawałam rady. W oddali zauważyłam jak Tomek próbuje zagasić płomienie otaczające szkołę , a Bianka przywołuje deszcz. Widziałam również, że uczniowie z zachodniej części kraju też używają swoich mocy.
   - Drzewa płaczą! –krzyczała Gosia. –One giną!
   To było niesamowite, że miała taką więź z roślinnością.
   Próbowałam też tworzyć lód na pniach drzew, ale przy takiej temperaturze szybko się topił i prawie nic to nie dało.
   Nagle ktoś złapał mnie od tyłu w pasie i przyłożył rękę do ust. Wierzgałam się z całych sił. Próbowałam kopać i ugryźć  napastnika w rękę, ale on nie reagował na to.
   Poczułam znane już mi szpony orła w pasie i już szybowałam wraz z nim nad płomieniami. Widziałam z góry jak dach szkoły się zawalił. Nagle poczułam, że spadamy w dół. Przelecieliśmy przez ogromną dziurę w dachu i znaleźliśmy się w środku. Położył mnie na ziemi, przybrał  z powrotem ludzką postać i powiedział:
   - Tym razem nie pójdzie ci tak łatwo! Spalę cię żywcem! Będę się śmiał, gdy tu będziesz krzyczeć z bólu. Pokonam cię twoją własną bronią! – Po chwili namysłu dodał- albo polecę jeszcze zabić innych. I tak nie masz szans na przeżycie, jesteśmy na ostatnim piętrze, a budynek stoi w płomieniach. Przynajmniej będę miał radochę z krzywdy innych- powiedział po czym zmienił się w orła i odleciał przez wielką wyrwę w dachu.
   Nie poddam się tak łatwo. Wstałam i pobiegłam przez korytarz. Najmocniej paliło się właśnie tu. Uniosłam rękę, by osłonić twarz przed żarem, gdy ogłuszyła mnie eksplozja szyb i w powietrze wleciały okruszki szkła. Poprzez kłęby dymu zobaczyłam drzwi, które prowadziły na klatkę schodową.
   - Ratunku! –wołałam, kaszląc i usiłując zobaczyć czy droga do schodów jest bezpieczna.
   Panował tu niewyobrażalny żar. Oddychało się jak wrzątkiem, ponieważ dym był bardzo gęsty. Okryłam się szczelniej kurtką, jakbym miała nadzieję, że to coś pomoże. Płomienie szalały wokół i w każdej chwili moje okrycie mogło się zająć, a ja razem z nim.
   Biegłam do drzwi, gdy poczułam, że ziemia usuwa mi się spod nóg. Spadłam z drugiego pietra na pierwsze. Widocznie podłoga nie była mocna, a jeszcze mój ciężar przyczynił się do skruszenia podłoża. W zasadzie nic mi się nie stało. Ogarnął mnie zabójczy kaszel. Krztusiłam się tak mocno, że nie mogłam nawet wstać. Ostatnie co widziałam to czarne buty zbliżające się do mnie.

Rozdział 6

   Nieźle dostaliśmy za ten wypad do lasu. Dyrektorka chyba pół godziny się darła, a potem wzięła tabletki na bolące gardło. Mimo moich licznych ran od szponów zmiennokształtnego i gałęzi drzew pani Bodine nic nie zrobiła. Nawet nie przejmowała się, że mogłam zginąć gdyby nie ten chłopak. Gośka sprawdziła czy nic mi nie jest i razem z Tomkiem opatrzyli moje zadrapania.
   Gosia i Nina uparły się, że dziś będą nocować u mnie. Nie dopuszczały do wiadomości żadnych sprzeciwów, po prostu włączył im się tryb opiekunki.
   Gdy szłyśmy do mojego małego mieszkanka zauważyłam chłopaka, który uratował mi życie. Opierał się o pień spróchniałego drzewa i spoglądał na mnie co chwilę.
   Dziewczyny weszły do mojego domku, ponieważ powiedziałam im, że chciałabym z nim porozmawiać. Podeszłam bliżej i zauważyłam, że w świetle księżyca był jeszcze przystojniejszy.
   - Jeszcze nie podziękowałam ci za uratowanie mi życia- czułam się trochę nieswoja, dlatego że badał mnie od stóp do głów swoim wzrokiem.- Więc… dzięki.
   - Nie ma za co- lekko się uśmiechnął. Teraz głęboko patrzył mi w oczy.
   - Pierwszy raz cię tu widzę. Chyba nie chodzisz do naszej szkoły?
   - Nie dopiero co tu przybyłem z zachodniej budy.
   - Myślałam, że wasze dotarcie do tego odludzia zajmie więcej czasu… Jeszcze raz ci bardzo dziękuję,…
   -Jestem Lysander, ale mów do mnie Lys.
   - A ja Jagoda. Miło mi cie poznać. Pochodzisz z Polski? Masz zagraniczne imię, prawda?
   - Tak, ale w naszej budzie mogliśmy wybrać sobie imię, a to mi się spodobało.
   - Tak, jest ładne.
   - Twoje też.
   - Nienawidzę go… w ogóle do mnie nie pasuje…
   Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym poszłam do domku i urządziliśmy sobie nocne pogaduchy. Z moich głębszych ran pozostały tylko lekkie zadrapania, już prawie mnie nie bolały. Całą noc myślałam o Lysie. Nie mogłam go wyrzucić z głowy. Te jego księżycowe oczy…
   „Jagoda –myślałam –przecież ty masz już chłopaka”

wtorek, 19 listopada 2013

Rozdział 5

   Śmierć.
   Niektórzy już ją poznali. Tak jak ja.
   Gdy miałam czternaście lat poszłam sama do lasu. Nie pamiętam po co, wiem tylko, że była wtedy zima. Gonił mnie jakiś psychol. Wpadłam do rzeki, a on za mną. Było tam płytko, więc gdyby nie ten lód biegłabym swobodnie. Nie miałam czasu na użycie ognia. Złapał mnie za szyję i zanurzył moją głowę w wodzie. Nie mogłam się bronić. Po prostu spanikowałam i zapominałam jak użyć mojej mocy. Dusił mnie, jednocześnie topiąc mój organizm. Lodowata woda naleciała mi do płuc. Nie można opisać tego uczucia. To zbyt straszne żeby to opisywać. Pamiętam, że obudziłam się plując wodą obok Kuby. Uratował mnie. Od tej pory byliśmy razem.
   Tak jak każdy miałam tylko jedną moc - ogień. Po tym jak ktoś prawie mnie utopił moje oczy zmieniły kolor i okazało się, że zdobyłam drugą moc - lód. Od tej pory moje życie całkiem się zmieniło.
   Przez te kilka sekund, gdy spadałam, stwierdziłam, że tamta śmierć byłaby lepsza. Nie wiem dlaczego, ale tak sądziłam. Byłam pewna, że to już koniec.
   Haczyłam o gałęzie drzew. Wydawały się ostrzejsze niż różnego rodzaju noże. Myślałam, że może trochę spowolnię i uda mi się przeżyć ten upadek, ale nie. Wiedziałam, że jak z taką siłą uderzę w twardą ziemię, to…
   Położyłam dłonie na twarzy i skuliłam się. Z mojego gardła wydobył się rozdzierający krzyk. Pierwszy raz w życiu tak głośno krzyknęłam. Miałam wrażenie, że słyszy mnie cała planeta.
   Poczułam uderzenie w barkach i pod kolanami.
   Ktoś mnie złapał. Ugiął kolana pod naciskiem siły mojego ciała i oboje opadliśmy na ziemię.
   Nie wiedziałam co się dzieje. Dopiero po chwili ta wiadomość dotarła do mojego mózgu i zdałam sobie sprawę, że ryczę ze szczęścia jak małe dziecko.
   Powoli otworzyłam oczy. Najpierw myślałam, że to Kuba, ale obraz się wyostrzył i zobaczyłam, że nade mną pochyla się szarooki brunet. Miał czarną, rozpiętą bluzę z kapturem na głowie.
   Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Jego wyglądały jak księżyc w pełni, za którym były ukryte drzwi tajemnic. Po prostu nie mogłam oderwać od nich oczu.
   - Ty skurw*synie! - usłyszałam głos Kuby. – Zabiję cię gnoju!
   Chłopak podniósł się z ziemi, a ja zauważyłam, że Kuba rzucił się na niego.
   - Jeśli jeszcze raz będziesz się dobierał do jakiejkolwiek dziewczyny to ci nogi z dupy powyrywam!- Kuba dawał chłopakowi co chwilę ciosy w brzuch, ale ten tylko się bronił.
   Wstałam z ziemi i odepchnęłam mojego chłopaka od niego.
   - Co ty do cholery wyprawiasz?! - krzyknęłam.
   - Gdyby nie ja ten zboczeniec by cię zgwałcił! Przecież dobierał się do ciebie! Słyszałem jak krzyczysz, a on pochylał się nad tobą! – Jego blond grzywka opadała mu na oczy. Był wściekły, chociaż miałam wrażenie, że udaje.
   - Nie! On mi uratował życie! Gdyby nie on już leżała bym martwa!
   Było widać, że uspokoił się, ale nadal złowieszczo patrzył na chłopaka stojącego za mną.
   - Musimy iść im pomóc –stwierdziłam –Nina sobie nie poradzi…
   - Nie, Marcin uciekł. Miałaś rację, bał się, że polegnie. Nikt nie odniósł poważnych ran. Wszyscy są cali.

wtorek, 12 listopada 2013

Rozdział 4

   Było super. Bawiliśmy się świetnie, a przy tym ćwiczyliśmy nasze moce. Dobrze, że Tomek był w pobliżu, bo spaliłabym cały las. Ostatnio byłam taka roztargniona. Miałam tysiąc myśli na raz, z czego cztery miały sens. Próbowałam martwić się o wszystkich, ale tak się nie da.
   - Kuba, możemy porozmawiać? –zapytałam.
   - No jasne, moja Jagódko – ostatnio cały czas tak do mnie mówił. Naprawdę zachowywał się dziwacznie, tym bardziej, że też nie lubił, jak ktoś tak do mnie mówił.
   - Słuchaj…- niby jak ja miałam mu powiedzieć to co myślę? Chyba dostanę migreny… - Ostatnio zachowujesz  się dziwnie… Może chcesz porozmawiać o ostatnich wakacjach?
   - Wiesz co… Nie obraź się, ale muszę trochę jeszcze poćwiczyć.
   - Kuba…
   Oddalił się ode mnie i próbował ożywić latarkę, którą znalazł w swoim plecaku. Jak ja mam do niego dotrzeć? Nagle wyjął telefon i zadzwonił do kogoś.
   Usiadłam na czystej trawie i oparłam się o drzewo. ZAŁAMKA! Westchnęłam i myślałam o nim. Potem wstałam i ćwiczyłam dalej.
   Gosia nauczyła się władać nad większymi roślinami niż kwiaty.
   Gdy już zbieraliśmy się by iść do szkoły usłyszałam znajomy mi głos:
   - Może poćwiczycie jeszcze z nami? – zmiennokształtny uśmiechał się szyderczo. Za nim stało jeszcze dwóch chłopaków.
   - Jest nas więcej –odparłam z zaciśniętymi zębami – przegrasz.
   - Nie byłbym tego taki pewny –pstryknął palcami i chłopak obok zaczął się trząść, a potem jego głowa i reszta ciała rozdzieliła się na pół. Drugi chłopak zrobił tak samo. Teraz było ich pięciu.
   Marcin zmienił się w wielkiego goryla i zanim zauważyłam zaczął nas atakować, a za nim pozostali.
   Zaczęła się bitwa. Oczywiście pierwszy do walki wyrwał się Tomek. Nie wiedział jakie to może być niebezpieczeństwo. Wyciągnął przed siebie ręce i pojawiła się woda, która z wielką siłą uderzyła złych. Gosia i Nina współpracowały, a Kuba ożywiał różne rzeczy ze swojego plecaka. Bianka i Filip wywołali burzę z piorunami, a David wziął do ręki kij i teleportował się i z zaskoczenia atakował przeciwników. Zmiennokształtny oczywiście zbliżał się do mnie. Wycelowałam w niego ręką i wystrzeliłam ostre pociski z lodu.
   Odbił je pięścią, podbiegł bliżej i złapał mnie w pasie. Zmienił się w ogromnego orła i już trzymał mnie w swoich wielkich szponach. Czułam jak jego pazury wbijają mi się w skórę. Unosiliśmy się w powietrzu.
   - Następnym razem nie przyjdziecie do lasu! - dudniło w mojej głowie. Czułam, że mózg mi zaraz eksploduje.
   Nagle puścił mnie i leciałam prosto na twarde gałęzie drzew.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 3

   Wpadłam do pokoju dyrektorki bez pukania, co ją bardzo wkurzyło. Pomieszczenie było bardzo małe. Na podłodze leżały stare panele, a na ścianach znajdowała się brązowa tapeta w wielkie kwiaty. Z prawej strony przy ścianie stało jej ogromne biurko. To ono zajmowało najwięcej miejsca w pokoju. Siedziała za nim bawiąc się swoim długopisem. Z lewej strony stała szafa, która była tak wypchana różnymi papierami, że nie chciała się zamknąć. Gdy dyrektorka mnie zobaczyła zrobiła się cała czerwona ze złości, ale powiedziała tylko:
   - W czym mogę pomóc panno Owen?
   - Właśnie widziałam…- byłam strasznie zmęczona. Okropnie dyszałam aż w końcu położyłam dłonie na kolanach i schyliłam nieco głowę w dół.
   Gdy pani Bodine to zobaczyła pozwoliła mi usiąść na krześle stojącym obok jej biurka. Podała mi też kubeczek z zimną wodą.
   - Co się stało?- wypytywała.- Co widziałaś?
   - Zmiennokształtnego - wydyszałam. – On… gonił mnie i… przypaliłam mu twarz… . Potrafi porozumiewać się przez umysł.
   - Ile miał lat?- zapytała tylko. Nawet na mnie nie spojrzała. Patrzyła tylko na przestarzałe panele położone na podłodze.
   - W moim wieku. - Moje serce biło już wolniej i uspokoiłam się.- Co pani zrobi?
   - Ogłoszę alarm gotowości. Nie możemy wyjechać, bo on pojedzie za nami i to go jeszcze bardziej zezłości. Jedyne wyjście to albo go pokonać, albo dać mu do zrozumienia, że z nami nie wygra. Gdzie go widziałaś? – wyjęła megafon z szafy. Część papierów oczywiście wyleciała, ale ona nie zwracała na to uwagi.
   -W lesie, byłam na malinach. Zna go pani?
   -Prawdopodobnie to syn mojego męża. Skazałam mu ojca na śmierć i teraz chce się zemścić .Chyba nazywa się Marcin, ale nie jestem pewna.- Dyrektorka miała kiedyś męża Wojtka, ale ten zrobił sobie dziecko z inną i rozwiedli się. Wtedy zaczęły się ataki z jego strony. Zabijał uczniów, a pani Bondine skazała go na śmierć. Niestety przed śmiercią urodził mu się syn. Byliśmy pewni, że nie ma on żadnych mocy, aż do teraz. – Dzisiaj nie będziemy mieli żadnych lekcji. Muszę wezwać posiłki z południowej części Polski. Może przyślą tu tych najlepszych uczniów. I pamiętaj, że nikt nie może nawet na najmniejszą chwilę zostać sam. Gdy będziecie w grupie to nie zaatakuje. A teraz wracaj do przyjaciół i opowiedz im o wszystkim. Możesz odejść.
   - Dziękuję.- powiedziałam i wyszłam z gabinetu dyrektorki.
   Wpadłam do domku Gośki, w którym wszyscy siedzieli i powiedziałam co i jak.
   -Więc nie mamy nigdzie chodzić sami- skończyłam.
   -Okej, ale tak w zasadzie to nie mamy się czego bać –powiedziała lekkomyślnie Nina- przecież jesteśmy od niego o wiele silniejsi. Po prostu pójdźmy do lasu i wygońmy go.
   - On może zmienić się nawet w muchę. Nie znajdziemy go, a nic nam nie da zabijanie wszystkich zwierząt w lesie - odezwał się Tomek, który był w wieku Niny. Dogadywali się świetnie i można by rzec, że między nimi coś iskrzyło.
   -To co, zaczynamy szkolenie sami?- zaproponował Kuba. – Przecież jak będziemy w grupie to nas zostawi w pokoju.
   Po chwili namysłu odpowiedzieliśmy chórem:
   -No jasne.

Rozdział 2

   Było świetnie. Później wszyscy poszliśmy na imprezę się zabawić. Oczywiście chłopcy zaczęli od picia, a dziewczyny poszły tańczyć.
   Pewnie zastanawiacie się czy dużo jest takich jak my- odmieńców. Nie jest nas zbyt wielu, ale jakoś radzimy sobie. Nasi przed wiekami zbudowali szkołę w lesie, więc nikt nie wie o naszym istnieniu, a nawet gdyby się dowiedział to zapominał wszystko za sprawą Natalii. Szkoła była niewielka. Wokół niej stały małe domki letniskowe, w których mieszkali uczniowie. Uczyliśmy się tego samego co ludzie, ale mieliśmy jeszcze zajęcia, na których ćwiczyliśmy swoje moce.
   Po imprezie dostałam góry prezentów. Nie wszystkie mi się podobały, ale nie chciałam zrobić przyjaciołom przykrości, więc mówiłam, że są śliczne.
   Ten dzień był bardzo męczący. Tańczyliśmy do drugiej nad ranem, ale była sobota, więc mogliśmy się trochę zabawić. Po imprezie wszyscy poszliśmy do swoich domków.
   - Poczekaj…- powiedziała Gosia łapiąc mnie przy tym za rękę- musimy porozmawiać.
   - Okej-powiedziałam i wpuściłam ją do siebie.
   Było tu nawet przytulnie. Nigdy nie miałam bałaganu, zawsze było tu czysto.  Mały salonik był młodzieżowo umeblowany. Były tam młodzieżowe gadżety i luksusowe kanapy i fotele.
   Gosia stanęła w korytarzu. Dalej nie chciała wejść. Mówiła, że to zajmie jej tylko chwilę i nie będzie mi robić kłopotów.
   - Chodzi o Kubę - powiedziała. – Ostatnio jest jakiś dziwny. Wszystkich zaczepia, czasami się z kogoś śmieje… Nigdy taki nie był, przecież wiesz… Martwi trochę mnie to. Od czasu wakacji  stał się po prostu nieznośny. Proszę cię porozmawiaj z nim. Jego charakter pogorszył się. Nie wiem, może coś się stało w czasie wakacji? Martwię się o niego, jest dla mnie jak brat. Znamy się od piaskownicy i nigdy jeszcze taki nie był.-Odwróciła się i wyszła.
   Miała rację. Kuba od dłuższego czasu zachowywał się dziwnie, ale ja mrużyłam na to oczy. Próbowałam już rozmawiać z nim na temat wakacji, ale on tylko wzruszył ramionami i odszedł.
   Położyłam się do łóżka i przeczytałam do końca ostatnią część Harry’ego Pottera. Odłożyłam książkę na półkę i spojrzałam na zdjęcie wiszące na ścianie. Byłam tam ja i Kuba. Tulił się do moich długich blond włosów i mrużył swoje brązowe oczy.
   Gdy miałam czternaście lat moje oczy zmieniły kolor. Kiedyś miałam zielone, a teraz jedno oko było niebieskie, a drugie złote.
   Na drugi dzień związałam niesforne włosy w koka i poszłam do lasu na maliny. Miałam takie miejsce, o którym nikt nie wiedział. Wzięłam mały koszyk. Zawsze przynosiłam owoce dla przyjaciół.
   Wędrowałam sama po wielkim lesie. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, ale to nie znaczy jeszcze, że tak jest. Przycupnęłam obok krzaków i zaczęłam zbierać maliny.
   - Zaraz zginiesz – echo czyjegoś wesołego głosu rozchodziło się po lesie niczym mgła.
   Miałam wrażenie, że źródło tego głosu stoi za mną, ale nie. Wstałam i zaczęłam rozglądać się dokoła. Nic tam nie widziałam. Chyba się przesłyszałam.
   - Uciekaj! - ktoś szepnął mi do ucha z zafascynowaną nutą w głosie.
   Znów odwróciłam głowę, ale nikogo tam nie było. Przerażenie oblewało mnie od stóp do głów. Brzuch mnie bolał, a po nogach przeszedł mi dreszcz. Byłam tak zdrętwiała, że nie mogłam się ruszyć. Miałam moce, ale to nie znaczy, że mój przeciwnik jest słabszy, tym bardziej, że nie widziałam go. Jeszcze nigdy nie słyszałam, aby ktoś miał moc niewidzialności, ale jest to możliwe. Jeśli tak to miałam przechlapane. No bo jak trafić kogoś kto jest niewidzialny?
   Rozejrzałam się jeszcze raz po lesie. Może tylko chował się za jakimś drzewem? W oddali zauważyłam, że coś się do mnie zbliża. Tygrys w Polsce?
   Nagle oblał mnie zimny pot. Kiedyś słyszałam o odmieńcu, który umiał zmieniać postać. Zabijał innych dla rozrywki. Oczywiście został skazany na śmierć, ale miał syna, który nie posiadał żadnej mocy. Albo po prostu świetnie potrafił ją ukryć.
   - Tak to ja - dudniło w moich uszach. Tygrys schylił się i przymierzał do biegu. Jego oczy były czerwone, a sierść zmieniła kolor i teraz na jego miejscu stał jaguar. Najszybsze zwierzę na świecie.
   Rzuciłam koszyk na trawę i zaczęłam uciekać. Odwróciłam się podczas biegu, ale on tylko stał.
   - Szybciej! - kazał. Nie wiem jak to robił, ale jego głos dudnił w mojej głowie niczym bębny.
   Potknęłam się o korzeń i upadłam na brzuch. Odwróciłam się na plecy, a on stał przy mnie w ludzkiej postaci.
   - Nie jesteś najlepsza w ucieczce - powiedział.
   Pochylił się nade mną, a ja wycelowałam w niego dłonią i wydobył się z niej podmuch ognia. Upadł na ziemię trzymając się za twarz, a ja zdążyłam mu uciec.

niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 1

   To była moja ulubiona gra. Dzielono nas na grupy, a w zasadzie sami się dzieliliśmy. Biegaliśmy po terenie szkoły jak wariaci i szukaliśmy złotych obręczy, w których unosiła się mała srebrna kulka. Drużyna, która znajdzie ich najwięcej wygrywa. Aby zdobyć taką kuleczkę trzeba użyć swojej mocy na obręczy. A mianowicie dotknąć jej. Inaczej nie da się jej wziąć tej kuli. Ja mogłam używać dwóch: ognia i lodu.
   Moje talenty są trochę dziwne. W prawej ręce mam lód, a w lewej ogień. Nie mogłam tego zmieniać. Za każdym razem, gdy próbowałam to zrobić ręka mi drętwiała, a potem puchła.
   Grupy miały po cztery osoby. W pierwszej byłam ja, mój chłopak Kuba i nasze przyjaciółki : Gosia i Nina. Z tą drugą znam się dopiero od miesiąca, ale wydaje się fajna. Niedawno dołączyła do nas. Ciężko było jej się przyzwyczaić do nowego życia i szkoły, więc Gośka zagadała do niej no i tak jakoś teraz wszędzie z nią chodzimy. Druga grupa miała taki skład: siostra Kuby Bianka i jej chłopak Filip, mój brat Tomek i jego przyjaciel David.
   Tomek zawsze mówił, że to niesprawiedliwe, bo ja mam dwie moce, a reszta po jednej. Gośka ma moc życia. Oznacza to, że  uzdrawia ludzi i sprawia, że rośliny rosną kiedy tego chce. Nina ma moc ziemi, ale jest słabsza, bo dopiero co dołączyła do nas i jeszcze nie potrafi w pełni jej opanować, a Kuba umie ożywić rzeczy takie jak plastikowe żołnierzyki, czy figurki. Pracuje też nad większymi rzeczami. Bianka panuje nad chmurami. Potrafi przywołać burzę albo deszcz. Filip posługuje się perswazją, czyli rozkazuje w myślach komuś, aby coś zrobił i ta osoba mimowolnie to robi, a David może się teleportować, ćwiczył też teleportację innych. Tomek ma władzę nad wodą i jest naprawdę dobry w tym co robi. Potrafi zrobić ogromne fale na morzu, ulecza rany i wiele więcej.
   Nasza grupa pobiegła w prawo, a ta druga w lewo. Sędzią była nasza ulubiona nauczycielka Natalia. Nie lubiła gdy mówiliśmy do niej po nazwisku, bo czuła się wtedy staro.
   Rozdzieliliśmy się i każdy pobiegł w inną stronę. Ja oczywiście zrobiłam sobie ścieżkę z lodu i ślizgałam się po niej, bo tak było szybciej. W oddali zauważyłam obręcz. Zrobiłam sobie przy podeszwach dwa ostrza i tak powstały moje własnorobne łyżwy. Gnałam niczym wiatr, aż dotarłam do niej i zdobyłam kuleczkę.
   Nigdy nie wiedzieliśmy ile kulek jest ukryte w lesie. Mieliśmy wyznaczony czas na szukanie.
   Ciekawe, czy ktoś z przeciwnej drużyny też zdobył piłeczkę.
   Wyszłam z lasu i znalazłam się na wielkiej polanie. W oddali widziałam jezioro. Tam na pewno Natalia coś ukryła.
   Nagle coś poruszyło się w krzakach i zobaczyłam Tomka. On też mnie zauważył, bo zaczął biec jak najszybciej potrafił, ale i tak go wyprzedziłam. Tak jak myślałam obręcz znajdowała się na środku jeziora. Machnęłam prawą ręką i na wodzie pojawiła się dróżka z lodu. Biegłam jak szalona. Byłam pewna, że zdobędę kulkę aż tu nagle poślizgnęłam się i wpadłam do wody. Tak to była sprawka Tomka. Wyprzedził mnie z szyderczym uśmieszkiem i gnał dalej. Zaczęłam się śmiać jak głupia. Mój młodszy brat mnie pokonał.
   Pod koniec gry każda grupa podliczyła kulki i okazało się, że był remis.
   - Hej Jagódko - podszedł do mnie Kuba – czemu jesteś taka mokra?
   Jagódko... jak ja nie lubiłam tego zdrobnienia! Wolałam jak mówił do mnie Jagoda.
   - Bo Tomek użył wody i przez niego wpadłam do jeziora-odpowiedziałam.
   - No, choć. Ogrzeję Cię - powiedział i przyciągnął mnie do siebie, a potem przytulił i pocałował. Był średniego wzrostu, miał blond włosy i ciemne oczy.
   Zrobiło się ciemno, więc wszyscy poszliśmy do salki telewizyjnej świętować moje siedemnaste urodziny.