poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 2

   Było świetnie. Później wszyscy poszliśmy na imprezę się zabawić. Oczywiście chłopcy zaczęli od picia, a dziewczyny poszły tańczyć.
   Pewnie zastanawiacie się czy dużo jest takich jak my- odmieńców. Nie jest nas zbyt wielu, ale jakoś radzimy sobie. Nasi przed wiekami zbudowali szkołę w lesie, więc nikt nie wie o naszym istnieniu, a nawet gdyby się dowiedział to zapominał wszystko za sprawą Natalii. Szkoła była niewielka. Wokół niej stały małe domki letniskowe, w których mieszkali uczniowie. Uczyliśmy się tego samego co ludzie, ale mieliśmy jeszcze zajęcia, na których ćwiczyliśmy swoje moce.
   Po imprezie dostałam góry prezentów. Nie wszystkie mi się podobały, ale nie chciałam zrobić przyjaciołom przykrości, więc mówiłam, że są śliczne.
   Ten dzień był bardzo męczący. Tańczyliśmy do drugiej nad ranem, ale była sobota, więc mogliśmy się trochę zabawić. Po imprezie wszyscy poszliśmy do swoich domków.
   - Poczekaj…- powiedziała Gosia łapiąc mnie przy tym za rękę- musimy porozmawiać.
   - Okej-powiedziałam i wpuściłam ją do siebie.
   Było tu nawet przytulnie. Nigdy nie miałam bałaganu, zawsze było tu czysto.  Mały salonik był młodzieżowo umeblowany. Były tam młodzieżowe gadżety i luksusowe kanapy i fotele.
   Gosia stanęła w korytarzu. Dalej nie chciała wejść. Mówiła, że to zajmie jej tylko chwilę i nie będzie mi robić kłopotów.
   - Chodzi o Kubę - powiedziała. – Ostatnio jest jakiś dziwny. Wszystkich zaczepia, czasami się z kogoś śmieje… Nigdy taki nie był, przecież wiesz… Martwi trochę mnie to. Od czasu wakacji  stał się po prostu nieznośny. Proszę cię porozmawiaj z nim. Jego charakter pogorszył się. Nie wiem, może coś się stało w czasie wakacji? Martwię się o niego, jest dla mnie jak brat. Znamy się od piaskownicy i nigdy jeszcze taki nie był.-Odwróciła się i wyszła.
   Miała rację. Kuba od dłuższego czasu zachowywał się dziwnie, ale ja mrużyłam na to oczy. Próbowałam już rozmawiać z nim na temat wakacji, ale on tylko wzruszył ramionami i odszedł.
   Położyłam się do łóżka i przeczytałam do końca ostatnią część Harry’ego Pottera. Odłożyłam książkę na półkę i spojrzałam na zdjęcie wiszące na ścianie. Byłam tam ja i Kuba. Tulił się do moich długich blond włosów i mrużył swoje brązowe oczy.
   Gdy miałam czternaście lat moje oczy zmieniły kolor. Kiedyś miałam zielone, a teraz jedno oko było niebieskie, a drugie złote.
   Na drugi dzień związałam niesforne włosy w koka i poszłam do lasu na maliny. Miałam takie miejsce, o którym nikt nie wiedział. Wzięłam mały koszyk. Zawsze przynosiłam owoce dla przyjaciół.
   Wędrowałam sama po wielkim lesie. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, ale to nie znaczy jeszcze, że tak jest. Przycupnęłam obok krzaków i zaczęłam zbierać maliny.
   - Zaraz zginiesz – echo czyjegoś wesołego głosu rozchodziło się po lesie niczym mgła.
   Miałam wrażenie, że źródło tego głosu stoi za mną, ale nie. Wstałam i zaczęłam rozglądać się dokoła. Nic tam nie widziałam. Chyba się przesłyszałam.
   - Uciekaj! - ktoś szepnął mi do ucha z zafascynowaną nutą w głosie.
   Znów odwróciłam głowę, ale nikogo tam nie było. Przerażenie oblewało mnie od stóp do głów. Brzuch mnie bolał, a po nogach przeszedł mi dreszcz. Byłam tak zdrętwiała, że nie mogłam się ruszyć. Miałam moce, ale to nie znaczy, że mój przeciwnik jest słabszy, tym bardziej, że nie widziałam go. Jeszcze nigdy nie słyszałam, aby ktoś miał moc niewidzialności, ale jest to możliwe. Jeśli tak to miałam przechlapane. No bo jak trafić kogoś kto jest niewidzialny?
   Rozejrzałam się jeszcze raz po lesie. Może tylko chował się za jakimś drzewem? W oddali zauważyłam, że coś się do mnie zbliża. Tygrys w Polsce?
   Nagle oblał mnie zimny pot. Kiedyś słyszałam o odmieńcu, który umiał zmieniać postać. Zabijał innych dla rozrywki. Oczywiście został skazany na śmierć, ale miał syna, który nie posiadał żadnej mocy. Albo po prostu świetnie potrafił ją ukryć.
   - Tak to ja - dudniło w moich uszach. Tygrys schylił się i przymierzał do biegu. Jego oczy były czerwone, a sierść zmieniła kolor i teraz na jego miejscu stał jaguar. Najszybsze zwierzę na świecie.
   Rzuciłam koszyk na trawę i zaczęłam uciekać. Odwróciłam się podczas biegu, ale on tylko stał.
   - Szybciej! - kazał. Nie wiem jak to robił, ale jego głos dudnił w mojej głowie niczym bębny.
   Potknęłam się o korzeń i upadłam na brzuch. Odwróciłam się na plecy, a on stał przy mnie w ludzkiej postaci.
   - Nie jesteś najlepsza w ucieczce - powiedział.
   Pochylił się nade mną, a ja wycelowałam w niego dłonią i wydobył się z niej podmuch ognia. Upadł na ziemię trzymając się za twarz, a ja zdążyłam mu uciec.

1 komentarz: