poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 3

   Wpadłam do pokoju dyrektorki bez pukania, co ją bardzo wkurzyło. Pomieszczenie było bardzo małe. Na podłodze leżały stare panele, a na ścianach znajdowała się brązowa tapeta w wielkie kwiaty. Z prawej strony przy ścianie stało jej ogromne biurko. To ono zajmowało najwięcej miejsca w pokoju. Siedziała za nim bawiąc się swoim długopisem. Z lewej strony stała szafa, która była tak wypchana różnymi papierami, że nie chciała się zamknąć. Gdy dyrektorka mnie zobaczyła zrobiła się cała czerwona ze złości, ale powiedziała tylko:
   - W czym mogę pomóc panno Owen?
   - Właśnie widziałam…- byłam strasznie zmęczona. Okropnie dyszałam aż w końcu położyłam dłonie na kolanach i schyliłam nieco głowę w dół.
   Gdy pani Bodine to zobaczyła pozwoliła mi usiąść na krześle stojącym obok jej biurka. Podała mi też kubeczek z zimną wodą.
   - Co się stało?- wypytywała.- Co widziałaś?
   - Zmiennokształtnego - wydyszałam. – On… gonił mnie i… przypaliłam mu twarz… . Potrafi porozumiewać się przez umysł.
   - Ile miał lat?- zapytała tylko. Nawet na mnie nie spojrzała. Patrzyła tylko na przestarzałe panele położone na podłodze.
   - W moim wieku. - Moje serce biło już wolniej i uspokoiłam się.- Co pani zrobi?
   - Ogłoszę alarm gotowości. Nie możemy wyjechać, bo on pojedzie za nami i to go jeszcze bardziej zezłości. Jedyne wyjście to albo go pokonać, albo dać mu do zrozumienia, że z nami nie wygra. Gdzie go widziałaś? – wyjęła megafon z szafy. Część papierów oczywiście wyleciała, ale ona nie zwracała na to uwagi.
   -W lesie, byłam na malinach. Zna go pani?
   -Prawdopodobnie to syn mojego męża. Skazałam mu ojca na śmierć i teraz chce się zemścić .Chyba nazywa się Marcin, ale nie jestem pewna.- Dyrektorka miała kiedyś męża Wojtka, ale ten zrobił sobie dziecko z inną i rozwiedli się. Wtedy zaczęły się ataki z jego strony. Zabijał uczniów, a pani Bondine skazała go na śmierć. Niestety przed śmiercią urodził mu się syn. Byliśmy pewni, że nie ma on żadnych mocy, aż do teraz. – Dzisiaj nie będziemy mieli żadnych lekcji. Muszę wezwać posiłki z południowej części Polski. Może przyślą tu tych najlepszych uczniów. I pamiętaj, że nikt nie może nawet na najmniejszą chwilę zostać sam. Gdy będziecie w grupie to nie zaatakuje. A teraz wracaj do przyjaciół i opowiedz im o wszystkim. Możesz odejść.
   - Dziękuję.- powiedziałam i wyszłam z gabinetu dyrektorki.
   Wpadłam do domku Gośki, w którym wszyscy siedzieli i powiedziałam co i jak.
   -Więc nie mamy nigdzie chodzić sami- skończyłam.
   -Okej, ale tak w zasadzie to nie mamy się czego bać –powiedziała lekkomyślnie Nina- przecież jesteśmy od niego o wiele silniejsi. Po prostu pójdźmy do lasu i wygońmy go.
   - On może zmienić się nawet w muchę. Nie znajdziemy go, a nic nam nie da zabijanie wszystkich zwierząt w lesie - odezwał się Tomek, który był w wieku Niny. Dogadywali się świetnie i można by rzec, że między nimi coś iskrzyło.
   -To co, zaczynamy szkolenie sami?- zaproponował Kuba. – Przecież jak będziemy w grupie to nas zostawi w pokoju.
   Po chwili namysłu odpowiedzieliśmy chórem:
   -No jasne.

1 komentarz: