wtorek, 19 listopada 2013

Rozdział 5

   Śmierć.
   Niektórzy już ją poznali. Tak jak ja.
   Gdy miałam czternaście lat poszłam sama do lasu. Nie pamiętam po co, wiem tylko, że była wtedy zima. Gonił mnie jakiś psychol. Wpadłam do rzeki, a on za mną. Było tam płytko, więc gdyby nie ten lód biegłabym swobodnie. Nie miałam czasu na użycie ognia. Złapał mnie za szyję i zanurzył moją głowę w wodzie. Nie mogłam się bronić. Po prostu spanikowałam i zapominałam jak użyć mojej mocy. Dusił mnie, jednocześnie topiąc mój organizm. Lodowata woda naleciała mi do płuc. Nie można opisać tego uczucia. To zbyt straszne żeby to opisywać. Pamiętam, że obudziłam się plując wodą obok Kuby. Uratował mnie. Od tej pory byliśmy razem.
   Tak jak każdy miałam tylko jedną moc - ogień. Po tym jak ktoś prawie mnie utopił moje oczy zmieniły kolor i okazało się, że zdobyłam drugą moc - lód. Od tej pory moje życie całkiem się zmieniło.
   Przez te kilka sekund, gdy spadałam, stwierdziłam, że tamta śmierć byłaby lepsza. Nie wiem dlaczego, ale tak sądziłam. Byłam pewna, że to już koniec.
   Haczyłam o gałęzie drzew. Wydawały się ostrzejsze niż różnego rodzaju noże. Myślałam, że może trochę spowolnię i uda mi się przeżyć ten upadek, ale nie. Wiedziałam, że jak z taką siłą uderzę w twardą ziemię, to…
   Położyłam dłonie na twarzy i skuliłam się. Z mojego gardła wydobył się rozdzierający krzyk. Pierwszy raz w życiu tak głośno krzyknęłam. Miałam wrażenie, że słyszy mnie cała planeta.
   Poczułam uderzenie w barkach i pod kolanami.
   Ktoś mnie złapał. Ugiął kolana pod naciskiem siły mojego ciała i oboje opadliśmy na ziemię.
   Nie wiedziałam co się dzieje. Dopiero po chwili ta wiadomość dotarła do mojego mózgu i zdałam sobie sprawę, że ryczę ze szczęścia jak małe dziecko.
   Powoli otworzyłam oczy. Najpierw myślałam, że to Kuba, ale obraz się wyostrzył i zobaczyłam, że nade mną pochyla się szarooki brunet. Miał czarną, rozpiętą bluzę z kapturem na głowie.
   Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Jego wyglądały jak księżyc w pełni, za którym były ukryte drzwi tajemnic. Po prostu nie mogłam oderwać od nich oczu.
   - Ty skurw*synie! - usłyszałam głos Kuby. – Zabiję cię gnoju!
   Chłopak podniósł się z ziemi, a ja zauważyłam, że Kuba rzucił się na niego.
   - Jeśli jeszcze raz będziesz się dobierał do jakiejkolwiek dziewczyny to ci nogi z dupy powyrywam!- Kuba dawał chłopakowi co chwilę ciosy w brzuch, ale ten tylko się bronił.
   Wstałam z ziemi i odepchnęłam mojego chłopaka od niego.
   - Co ty do cholery wyprawiasz?! - krzyknęłam.
   - Gdyby nie ja ten zboczeniec by cię zgwałcił! Przecież dobierał się do ciebie! Słyszałem jak krzyczysz, a on pochylał się nad tobą! – Jego blond grzywka opadała mu na oczy. Był wściekły, chociaż miałam wrażenie, że udaje.
   - Nie! On mi uratował życie! Gdyby nie on już leżała bym martwa!
   Było widać, że uspokoił się, ale nadal złowieszczo patrzył na chłopaka stojącego za mną.
   - Musimy iść im pomóc –stwierdziłam –Nina sobie nie poradzi…
   - Nie, Marcin uciekł. Miałaś rację, bał się, że polegnie. Nikt nie odniósł poważnych ran. Wszyscy są cali.

1 komentarz: