czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział 6

   Nieźle dostaliśmy za ten wypad do lasu. Dyrektorka chyba pół godziny się darła, a potem wzięła tabletki na bolące gardło. Mimo moich licznych ran od szponów zmiennokształtnego i gałęzi drzew pani Bodine nic nie zrobiła. Nawet nie przejmowała się, że mogłam zginąć gdyby nie ten chłopak. Gośka sprawdziła czy nic mi nie jest i razem z Tomkiem opatrzyli moje zadrapania.
   Gosia i Nina uparły się, że dziś będą nocować u mnie. Nie dopuszczały do wiadomości żadnych sprzeciwów, po prostu włączył im się tryb opiekunki.
   Gdy szłyśmy do mojego małego mieszkanka zauważyłam chłopaka, który uratował mi życie. Opierał się o pień spróchniałego drzewa i spoglądał na mnie co chwilę.
   Dziewczyny weszły do mojego domku, ponieważ powiedziałam im, że chciałabym z nim porozmawiać. Podeszłam bliżej i zauważyłam, że w świetle księżyca był jeszcze przystojniejszy.
   - Jeszcze nie podziękowałam ci za uratowanie mi życia- czułam się trochę nieswoja, dlatego że badał mnie od stóp do głów swoim wzrokiem.- Więc… dzięki.
   - Nie ma za co- lekko się uśmiechnął. Teraz głęboko patrzył mi w oczy.
   - Pierwszy raz cię tu widzę. Chyba nie chodzisz do naszej szkoły?
   - Nie dopiero co tu przybyłem z zachodniej budy.
   - Myślałam, że wasze dotarcie do tego odludzia zajmie więcej czasu… Jeszcze raz ci bardzo dziękuję,…
   -Jestem Lysander, ale mów do mnie Lys.
   - A ja Jagoda. Miło mi cie poznać. Pochodzisz z Polski? Masz zagraniczne imię, prawda?
   - Tak, ale w naszej budzie mogliśmy wybrać sobie imię, a to mi się spodobało.
   - Tak, jest ładne.
   - Twoje też.
   - Nienawidzę go… w ogóle do mnie nie pasuje…
   Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym poszłam do domku i urządziliśmy sobie nocne pogaduchy. Z moich głębszych ran pozostały tylko lekkie zadrapania, już prawie mnie nie bolały. Całą noc myślałam o Lysie. Nie mogłam go wyrzucić z głowy. Te jego księżycowe oczy…
   „Jagoda –myślałam –przecież ty masz już chłopaka”

1 komentarz: