czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział 7

Napisałam wiersz, ale czytacie go na własną odpowiedzialność!
Jeśli ktoś się odważy to niech napisze czy mu się podoba.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ogień.
Najpiękniejsza rzecz na świecie,
Ale zarazem najniebezpieczniejsza.
Mały płomyk cieszy oko,
Ale duży wzbudza przerażenie.
Potrafi też ocalić życie,
Ale także je odebrać.
***
   Zbudziłam się z uczuciem wielkiego przerażenia. Otarłam twarz dłońmi i wzięłam oczyszczający oddech. I wtedy poczułam. Ogień! Wyczuwałam go. Podeszłam do okna i odsłoniłam zasłony. Cała szkoła się pali! Zacisnęłam zęby i zdałam sobie sprawę, że to nie jest gra wyobraźni. Obudziłam Gośkę i Ninę. Narzuciłyśmy na siebie kurtki i wybiegłyśmy na dwór.
   Ściany budynki lizały ogromne macki ognia. Płomienie coraz szybciej rozprzestrzeniały się, aż w końcu las stanął w ogniu.
   Bez zastanowienia podbiegłam bliżej lasu i próbowałam opanować mój żywioł. Niestety, ogień był zbyt duży i nie dawałam rady. W oddali zauważyłam jak Tomek próbuje zagasić płomienie otaczające szkołę , a Bianka przywołuje deszcz. Widziałam również, że uczniowie z zachodniej części kraju też używają swoich mocy.
   - Drzewa płaczą! –krzyczała Gosia. –One giną!
   To było niesamowite, że miała taką więź z roślinnością.
   Próbowałam też tworzyć lód na pniach drzew, ale przy takiej temperaturze szybko się topił i prawie nic to nie dało.
   Nagle ktoś złapał mnie od tyłu w pasie i przyłożył rękę do ust. Wierzgałam się z całych sił. Próbowałam kopać i ugryźć  napastnika w rękę, ale on nie reagował na to.
   Poczułam znane już mi szpony orła w pasie i już szybowałam wraz z nim nad płomieniami. Widziałam z góry jak dach szkoły się zawalił. Nagle poczułam, że spadamy w dół. Przelecieliśmy przez ogromną dziurę w dachu i znaleźliśmy się w środku. Położył mnie na ziemi, przybrał  z powrotem ludzką postać i powiedział:
   - Tym razem nie pójdzie ci tak łatwo! Spalę cię żywcem! Będę się śmiał, gdy tu będziesz krzyczeć z bólu. Pokonam cię twoją własną bronią! – Po chwili namysłu dodał- albo polecę jeszcze zabić innych. I tak nie masz szans na przeżycie, jesteśmy na ostatnim piętrze, a budynek stoi w płomieniach. Przynajmniej będę miał radochę z krzywdy innych- powiedział po czym zmienił się w orła i odleciał przez wielką wyrwę w dachu.
   Nie poddam się tak łatwo. Wstałam i pobiegłam przez korytarz. Najmocniej paliło się właśnie tu. Uniosłam rękę, by osłonić twarz przed żarem, gdy ogłuszyła mnie eksplozja szyb i w powietrze wleciały okruszki szkła. Poprzez kłęby dymu zobaczyłam drzwi, które prowadziły na klatkę schodową.
   - Ratunku! –wołałam, kaszląc i usiłując zobaczyć czy droga do schodów jest bezpieczna.
   Panował tu niewyobrażalny żar. Oddychało się jak wrzątkiem, ponieważ dym był bardzo gęsty. Okryłam się szczelniej kurtką, jakbym miała nadzieję, że to coś pomoże. Płomienie szalały wokół i w każdej chwili moje okrycie mogło się zająć, a ja razem z nim.
   Biegłam do drzwi, gdy poczułam, że ziemia usuwa mi się spod nóg. Spadłam z drugiego pietra na pierwsze. Widocznie podłoga nie była mocna, a jeszcze mój ciężar przyczynił się do skruszenia podłoża. W zasadzie nic mi się nie stało. Ogarnął mnie zabójczy kaszel. Krztusiłam się tak mocno, że nie mogłam nawet wstać. Ostatnie co widziałam to czarne buty zbliżające się do mnie.

1 komentarz:

  1. świetny rozdział! Ta muzyka idealnie pasuje do tego co w danym momencie się czyta xd :) Bardzo fajnie piszesz! :P tylko mogłabyś trochę popracować nad wyglądem bloga:P Bo obrazek bardzo fajny ale np. litery trochę za duże itp. Ale to zależy od cb xd http://kolorowozakreceni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń