sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 9

  Na szczęście wszyscy moi przyjaciele byli cali. Dlaczego ja zawsze muszę się w coś wpakować?
   Ta szkoła była dwa razy większa od naszej. Niestety, ale uczniowie mieszkali w internacie. Wcześniej miałam swój własny domek, a teraz musiałam się cisnąć z przyjaciółkami w jednym pokoju. Tutaj też odwołali zajęcia na rzecz ćwiczeń sprawnościowych. Przez cały tydzień mieliśmy spokój z atakami. Widocznie wróg przestraszył się ilości uczniów. Wszyscy bez wyjątków mieli tu moce. Lecz to nie był powód do cieszenia.
   Gosia mówiła mi, że Marcin przekabacił na swoją stronę kilkanaście ludzi, a to znaczyło, że mamy coraz mniejsze szanse na wygraną.
   Dowiedziałam się też co nieco o mojej mocy. Okazało się, że mam tylko jedną moc. Pod wpływem presji wysysam energię z otoczenia. Wtedy, gdy się topiłam wyssałam energię z otaczającego mnie lodu, dlatego teraz mogłam nim władać. Dlaczego mam więc też ogień? Tego nie wiem. Wiem również, że mogę zapanować nad moją mocą i wtedy będę mogła wysysać energię kiedy chcę.
   - Panno Owen! Albo pani ruszy tyłek, albo zginie pani w starciu ze zmiennokształtnym! –Nowy nauczyciel walki był spasłym świniakiem z wrednym charakterem.
   Chciałam mu powiedzieć co o nim myślę, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. O wiele bardziej lubiłam Natalię. Nauczyła mnie naprawdę wielu rzeczy nie krzycząc przy tym.
   Wstałam z podłogi i zaczęłam ćwiczyć panowanie nad ogniem.
   Po ćwiczeniach postanowiłam zajrzeć do Kuby. Ostatnio coraz mniej się widywaliśmy. Zapukałam, ale nikt nie otworzył. Wiedziałam, że jest w środku, ponieważ drzwi były otworzone, a zawsze gdy wychodził kluczył je. Weszłam więc do środka.
   To co tam zobaczyłam złamało mi serce.
   Kuba z jakąś suką leżał na łóżku całując ją przy tym namiętnie. Byli w samej bieliźnie i gdybym weszła parę minut później zastałabym ich nagich.
   Bez słowa wyszłam z jego pokoju. Biegłam ze łzami w oczach po schodach i prawie się wywaliłam. Wybiegłam na dwór i dopadł mnie letni deszczyk.
   Nie byłam zbyt szybka, więc Kuba z łatwością mnie dogonił zakładając w drodze spodnie. Złapał mnie za nadgarstki i przycisną do ściany internatu.
   - Jagoda, ja cię kocham! – krzyknął.
   - Gdyby to była prawda nie zdradziłbyś mnie! – powiedziałam zachrypłym głosem.
   - Przecież się z nią nie przespałem.
   - Ale chciałeś! Przyrzekaliśmy sobie wierność! Nie pamiętasz? –byłam coraz bardziej bezsilna. Emocje powoli przygotowywały się do wybuchu. –Twoje słowo nie jest nic warte! Z nami koniec.
   Próbował mnie pocałować, ale moje emocje wybuchły. Wyrwałam ręce z jego ucisku, skierowałam je na tors.
   Nie, nie odepchnęłam go ogniem czy lodem. To był wiatr. Musiałam wyssać jego energię, gdy spadałam.
   - To teraz tak będziesz ze mną grać? – szybko się podniósł, podbiegł do mnie. Złapał mnie dwoma rękami za szyję i zaczął dusić. –Masz rację, nie kocham cię! Brzydzę się tobą!
   - Zostaw ją! – usłyszałam głos. - Nie możesz jej zabić. Jeszcze mi się przyda.
   Kuba puścił moją szyję, a ja wreszcie mogłam głęboko odetchnąć.
   - Kazałem ci tylko nie stracić jej zaufania, ale ty kurwa nawet tego nie potrafisz zrobić! – zmiennokształtny był wściekły.
   Kuba zacisnął zęby. Odchodząc z Marcinem nawet się nie obrócił.

2 komentarze:

  1. Dzięki, że wykorzystałas mój pomysł. Rozdział świetny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie spodziewałam się tego. o.O Od początku nie polubiłam Kuby. :/
    Rozdział jest niesamowity. :3

    OdpowiedzUsuń