środa, 11 grudnia 2013

Rozdział 12

   - Lys! - krzyknęłam i klęknęłam obok niego.
   Leżał nieruchomo na ziemi i trzymał się za brzuch. Zauważyłam, że jego ręka jest cała czerwona. Ze szpar pomiędzy jego palcami wydobywała się gęsta, gorąca krew.
   - Odsuń się od niego, bo dostanie następną kulkę! I tym razem w łeb! - powiedział chłopak trzymający w ręku mały pistolet.
   Powoli odsunęłam się od rannego. Poczułam jak z moich policzków kapią niechciane łzy. Pokazywałam swoją słabość, a tego najbardziej się bałam. Znali już moją słabą stronę.
   Ktoś złapał mnie w pasie i nim zdążyłam zareagować wbił mi małą strzykawkę w ramie. Zobaczyłam, że znajdował się w niej jakiś żółty płyn, który teraz pływał razem z krwią w moim ciele.
   Szarpałam się przez chwilę, po czym moje ciało zdrętwiało i nogi ugięły się pode mną. Gdyby nie ten koleś ze strzykawką, dawno leżałabym na ziemi. Wziął mnie na ręce i ruszył w stronę czarnego samochodu stojącego pod drzewami, którego wcześniej nie zauważyłam.
   Chłopak z pistoletem schował go do tylnej kieszeni i przerzucił przez ramię krwawiącego Lysandra. Ranny tylko zacisnął zęby.
   Wrzucili nas jak psy do tego auta. Mój przyjaciel za chwilę pewnie umrze, a ja nie mogłam nawet się do niego przytulić nie mówiąc już o pomocy.
   Czasami jednak warto kierować się rozumem, a nie sercem. Dlaczego ja byłam taka głupia?! Przecież mogłam domyślić się co Kuba planuje, tym bardziej, że kamień proroczy mnie ostrzegał, abym mu nie ufała! Czasami dziwię się własnej głupocie.
   Teraz rozpłakałam się na dobre. Czułam jak z moich oczu runął wodospad słonych łez.
   - Przepraszam…- szepnęłam.
   - Za co?- zapytał ochrypłym głosem Lys.
   - Ten wisiorek ostrzegał mnie, że Kuba coś knuje i mam mu nie ufać… Ale ja i tak zaufałam. Chciałam wierzyć, że on przyszedł po to by… Sama nie wiem po co…
   - Nie przejmuj się. Takie było nasze przeznaczenie -odparł tylko.
   Podróż była długa i mozolna. Gdy dojechaliśmy na miejsce założyli nam worki na głowy i wnieśli do małego pokoiku. Nie wiem czy można nazwać to pokojem. Ściany były całe szare, tak samo jak podłoga. W rogu stało jedno wąskie łóżko, na którym leżały jakieś koce. Oprócz tego nic tam nie było.
   Nadal nie mogłam się ruszać. Położyli mnie na tym małym łóżku, a Lysandra posadzili w rogu pomieszczenia.
   Samotnie, tak aby Lys nie zobaczył, zaczęłam gorzko płakać. Łzy leciały za mnie jak deszcz z burzowych chmur. Wypełniały mnie smutek oraz gniew. Smutek był jak sztylet przeszywający moje serce, a ciemne macki gniewu całkowicie je oblepiły, aby zmienić e twardy kamień.
   Lys siedział spokojnie z zamkniętymi oczami, ciężko dysząc przy tym.
   Moje ciało lekko się trzęsło, choć wciąż byłam sparaliżowana.
   W końcu moje serce i oddech zwolniły. Uspokoiłam się trochę i wreszcie zasnęłam.

   Gdy się obudziłam leżałam w objęciach Lysandra. Jego rana była opatrzona i starannie zaklejona dużym bandażem.
Badałam czułym wzrokiem jego naga klatkę piersiową. Pierwszy raz widziałam go bez bluzki. Po boku jego wspaniałego, opalonego torsu wiły się czarne tatuaże.
   Lekko przesunęłam rękę w jego stronę i opuszkami zimnych palców musnęłam lekko jego ciało. Paraliż widocznie już ustąpił.
   Drgną i sennie otworzył oczy. Pewnie spał, a ja go obudziłam. Znów chciało mi się płakać. Jak ja mogłam go w to wszystko wciągnąć? Lepiej byłoby, gdybym w ogóle go nie poznała. Nie cierpiałby teraz i byłby bezpieczny. Czułam się winna.
   Patrząc mi czule w oczy lekko się uśmiechnął.
   Spojrzałam na drzwi i zaczęłam się zastanawiać jak można stąd uciec. Przecież mogę użyć swojej mocy! Dlaczego szybciej na to nie wpadłam?!
   Zerwałam się z łóżka i stanęłam w małej odległości od drzwi. Skierowałam lewą rękę w ich stronę. Zaraz wysadzę te drzwi strumieniem ognia!
   Ale nic się nie stało. Wydobyły się z niej tylko małe iskierki. Tak samo było z drugą ręką.
   - Podali nam coś. Nasze moce są zablokowane-powiedział mój przyjaciel- ale nie na długo.
   Usiadłam z powrotem na łóżko wściekła i zrezygnowana.
   - Przepraszam, że Cię w to wpakowałam-odparłam smutno.
   - Sam chciałem ci pomóc. Nie masz prawa czuć się winna.
   - Wiem, ale nie umiem się tak nie czuć.
   - Chodź tu- pokazał mi ręką, że chce mnie przytulić.
   Położyłam się na łóżku, a on przygarnął mnie do siebie.
   - Jesteś moim przyjacielem i nie chcę żebyś zginął.
   - Chcę być dla ciebie kimś więcej niż tylko przyjacielem i chcę umrzeć razem z tobą.
   Te słowa całkowicie mnie zamurowały. Spojrzałam mu w oczy. Widziałam w nich miłość i pożądanie. Jednak nie próbował mnie pocałować. Nie narzucał się. Wiedział, że może to być dla mnie trudne. Spuściłam wzrok. Jego oddech był szybki, tak jak mój. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Serce biło mi niewyobrażalnie szybko. Nie mogłam się ruszyć, nie mogłam nawet o niczym myśleć...
   - Opowiedz mi o sobie- wyrwało mi się.- Znamy się około dwa tygodnie, a ja dopiero wczoraj dowiedziałam się, że władasz nad wiatrem.
   - Dobra, ale ty opowiesz o sobie. To od czego mam zacząć?
   Ironia. Kocha mnie, ale tak w zasadzie nic o mnie nie wie. Miłość jest skomplikowana.
   - Hmmm… Od rodziców.
   - Okej…- przez chwilę się namyślał. - Mój ojciec był pijakiem. Nie rozumiem jak w ogóle taki element mógł mieć jakąkolwiek moc. Często bił matkę, a ona potem wylewała swój gniew na mnie. Biła mnie jego paskiem. Ciągle powtarzała, że jestem głupim dzieckiem i powinienem już w tym wieku mieć moc. Oczywiście miałem ją, ale nie mówiłem im o tym, bo bałem się, że będą zmuszać mnie do złych rzeczy. Nasz sąd najwyższy zabrał im moc, a potem odebrał prawa do opieki nade mną. Później trafiłem do wspaniałej rodziny. Wychowywałem się w niej przez osiem lat, aż ostatnio oznajmili, że chcą posługiwać się mocą dla własnej wygody, a nie usługiwać innym. Wyprowadzili się do Ameryki i więcej o nich nie słyszałem. A twoi rodzice?
   - Biologicznych nie znam-powiedziałam szybko. Był to dla mnie bardzo trudny temat.- Zginęli podczas ataków na szkołę przez ojca Marcina. Trafiłam do rodziny zastępczej, która teraz ma mnie głęboko w dupie. Zawsze narzekali na mnie.
   Nagle ktoś wszedł do pokoju z dwoma dużymi strzykawkami na srebrnej tacce.
    - Kto pierwszy?- zapytał.


5 komentarzy:

  1. WoW !! Wyznanie Lysa, ale miałam w tamtym momencie banana na mordzie. XD
    Kurde, muszą się jakoś wydostać czy coś.. :/
    Zajebisty rozdział. :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się b. podobał :) Chociaż, (nw jak innym ale mi) nie pasuje mi to, że dodajesz zdjęcia bohaterów ale są spoko. Po prostu wyobrażałam sobie ich inaczej ;p Dlatego bym nie dodawała, ale są tacy którym na pewno się to spodobało.
    Pokładam w tobie nadzieje, że zajdziesz jeszcze dalej jako bloggerka i życzę weny oraz powodzenia! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam do mnie na zakończenie mojego powiadania http://szkolamagow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Także wyobrażałam ich sobie inaczej ^^ Bardzo fajne :D ja tu myślę, że jestem oryginalna z pomysłem wysysania energii a tu bum! xD Do następnego :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze! Zaskoczyłaś mnie wyznaniem Laysa szczerze mówiąc! Świetny rozdział, mam nadzieję, że się wydostaną! :D
    A w międzyczasie zapraszam do siebie! http://kolejnynudnybloog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń