sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 14

   Dopiero teraz zrozumiałam co właśnie zrobiłam. Chciałam zabić Kubę, a jeszcze parę tygodni temu nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Kochałam go. A teraz wbiłam w jego pierś sopel.
   Leżał nieruchomo patrząc mi w oczy. Jego wzrok mówił: „Jak mogłaś to zrobić”. Nie mogłam uwierzyć, że to miało miejsce. Nagle poczułam, że gorąca łza spływa mi po policzku. Tyle ludzi zginęło już przeze mnie, a teraz jeszcze mój były chłopak.
   Otrząsnęłam się i wbiegłam zapłakana po schodach. Z hukiem otworzyłam drzwi na zewnątrz. Pomyślałam, że chciałabym, aby odrzuciło w tył chłopaków, którzy teraz atakowali Lysa. Stało to się zanim zdążyłam ruszyć ręką. Dziwne. Podbiegłam do przyjaciela i rzuciłam mu się na szyję.
   - Chodźmy stąd, proszę – szepnęłam mu do ucha.
   Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę małej wioski. Powoli robiło się już ciemno. Musieliśmy się śpieszyć. Zerwał się lodowaty wiatr, słońce zasłoniły chmury. Robiło się coraz zimniej. Musieliśmy znaleźć schronienie. 
   - Lysander, kiedy mogę to zdjąć? – wskazałam na materiał zawiązany wokół mojego ramienia.
   - Chyba już nam nic nie zagraża – podszedł do mnie i jedną ręką pomógł rozwiązać mi ten skrawek materiału. Nagle zmarszczył brwi i zapytał – Dlaczego masz krew na dłoniach? Fay co ty zrobiłaś?
   - No, bo szarpałam się z Kubą i … Byłam wściekła! Działałam pod wpływem emocji! Ja nie chciałam! – Rozryczałam się. Naprawdę nie chciałam zrobić mu krzywdy. Po prostu bałam się, że Lys zginie za moją przyczyną. To uczucie wyżerało mnie od środka.
   - A co mu zrobiłaś?
   - Wbiłam mu sopel w pierś. Dziwne, bo zrobiłam to lewą ręką, a w niej mam tylko ogień. Ale pewnie po tym jak zdobyłam wiatr coś się we mnie zmieniło.
   - Nie martw się – przygarnął mnie do siebie. Wiedział, że to lubiłam. Jednak sumienie i tak mnie pochłaniało.
   - A nie będą nas gonić?
   - Nie wiem.
   - To skąd wiesz, że jesteśmy bezpieczni? – zapytałam z irytacją.
   - Tego też nie wiem. Ale za to jestem pewny, że jak mielibyśmy to chwilę dłużej to… wiesz co by się stało – uśmiechnął się do mnie, spojrzał mi w oczy.
   - Przestań – powiedziałam zaczerwieniona.
   - Co mam przestać? – zmarszczył brwi.
   - Wszystkie dziewczyny powalasz tym swoim zniewalającym spojrzeniem? – odwróciłam się i ruszyłam dalej, a on za mną.
   - Mam zniewalające spojrzenie? – uśmiechnął się sam do siebie. Po co ja to mówiłam? Teraz na pewno jego ego wzrosło i myśli, że mi się podoba. – Warto wiedzieć…
   Chodziliśmy po domach szukając schronienia na noc, ale ludzie widząc nasze poszarpane ubrania zamykali przed nami drzwi. Tak w zasadzie to nie dziwię się im. Sama nie wpuściłabym do domu jakiegoś włóczęgi. Mógłby mnie okraść albo coś.
   Słońce zaszło za horyzont, a my pukaliśmy już do wszystkich domów. Czas było się otrząsnąć i iść dalej przed siebie. Szliśmy i szliśmy, aż dotarliśmy do małego lasku. Lysander stwierdził, że przyda nam się odpoczynek i usiedliśmy na zimnej trawie opierając się przy tym o wysokie brzozy. Nogi naprawdę mnie już bolały. W prawej ręce odzyskałam czucie. Tak samo jak Lys.
   Dlaczego zmiennokształtny mnie prześladuje? Przecież Pani Bodine już dawno temu zmarła. Dlaczego się na mnie uwziął? Nie rozumiem. Powoli zaczynam myśleć, że on jest chory. Ma manię zabijania. Ciekawe też, dlaczego nas porwał, a nie zabił. Jest tyle pytań bez odpowiedzi. Sama już się w tym wszystkim gubię. Chciałabym być normalną nastolatką. Nie martwiłabym się życiem innych, tylko marzyła o jakimś piosenkarzu z plakatu. Czytałabym magazyny dla dziewczyn i miała wszystko w dupie. Ale nie. Los zgotował mi takie piekło. Jest jeszcze pytanie: Dlaczego ja? Byłam miła, spokojna, nikomu nie wadziłam. A teraz muszę zabijać, aby przetrwać. Jak zawsze moja koleżanka mówi: „Life is brutal” Kiedyś mówiłam, że na pewno nie, ale teraz zgadzam się z tym.
   Patrzeliśmy z Lysem w gwieździste niebo. Księżyca nie było wcale. Był to widok tak piękny, że trudno go opisać. Wąchaliśmy woń oroszonej trawy. Wsłuchaliśmy się w szum liści. Jeszcze nigdy nie dostrzegałam piękna w tak prostych i naturalnych rzeczach jak te.
   Nagle usłyszeliśmy łamane gałązki i cichy warkot wilków. Strach oblał mnie całą.
   - Uciekliśmy żądnym zemsty psycholowi, a teraz pożrą nas wilki?- szepnęłam do Lysa.
   Jeden z wilków przybliżył się na tyle, że widziałam jego pysk. Patrzył swoimi żółtymi oczami prosto na mojego przyjaciela.
   - To nie są wilki – odpowiedział mi Lys – to są wilkołaki.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podbijam stawkę do 9 komentarzy!

6 komentarzy:

  1. OMG !! Dałabyś im troche wytchnienia. xd
    Boski rozdział. :3

    OdpowiedzUsuń
  2. znów na komentarze? dziewczyno! masz już tyle wyświetleń ( 1300 ) twój blog się szybko rozwija.. Ech. Super rozdział! Weny życzę, a chyba masz jej dość sporo ostatnio :*

    OdpowiedzUsuń
  3. sietnie, dla osób które śą tu pierwszy raz , - początek bardzo przyciąga. naprawdę ciekawe, będe wychodzić jak najczęściej , i zapraszać osoby . podoba mi się taki tajemniczy styl , widze że trafiłam na główną akcje, świetne.
    http://kawiarnial.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę spodobało mi się tutaj. :) Przy okazji informuję Cię, że twój blog został oceniony na http://ksiegablogow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. No i gdzie podziewasz następny rozdział? Weny zabrakło? ;(

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział! Naprawdę ładnie piszesz. Zapraszam do mnie http://ej-romantycznahistoria.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń