poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 15

   Nagle Lys zaczął się śmiać, a ja zdezorientowana nie wiedziałam o co chodzi. Po prostu pękał ze śmiechu łapiąc się przy tym za brzuch. Ja oczywiście nadal nie wiedziałam dlaczego tak się zachowuje. Wilkołaki tylko stały i patrzyły się na niego żółtymi ślepiami. Dlaczego nas nie atakują? Mogłyby rozszarpać nas na strzępy w jednej sekundzie, ponieważ jesteśmy teraz bezbronnym, łatwym celem. Po ochłonięciu, Lysander wstał i powiedział:
   - Nieźle mnie wystraszyłeś, stary – nadal się uśmiechał.
   Wilk stanął na tylnych łapach i widziałam jak jego ciało przybiera ludzki kształt, a sierść powoli ustępuje kremowej skórze. Teraz na miejscu wilka stał umięśniony chłopak. Był trochę starszy od nas, ale nie dużo. Na jego głowie znajdowała się fala blond włosów, które gładko opadały mu na ramiona. Szczerze mówiąc nie lubiłam, gdy chłopak miał taką fryzurę, ale on wyglądał w niej naprawdę bosko. Oczy miał nadal żółte. Na szczęście miał na sobie spodnie. Wyszedł z cienia i mogłam mu się bardziej przyjrzeć. Miał na sobie czerwoną, rozpiętą bluzę, pod którą znajdował się umięśniony kaloryfer. Jego nos był lekko przekrzywiony, co dodawało mu więcej uroku.
   - Taka moja rola. – Podszedł do Lysa i objął go przyjacielsko. – No popatrz, kto by pomyślał, że mój mały kuzynek mnie odwiedzi! Jak ty tam teraz się nazywasz? Lys, tak?
   - Taa, wcale nie jestem już taki mały! – Odgryzł się mój przyjaciel.
   - Czy ktoś łaskawie może mnie wtajemniczyć? – spytałam zbulwersowana.
   - Fay, to jest mój kuzyn Ash, a ci za nim to jego wataha.
   Nieśmiało podeszłam do niego i podałam mu rękę. Dopiero teraz zauważyłam, że za nim stoi jeszcze parę umięśnionych chłopaków.
   Nagle usłyszeliśmy strzał. Daleko stąd. Z wioski. Nieprzyjaciel pokapował się, że w niej byliśmy i teraz pewnie szukał nas po mieszkaniach. Ktoś się pewnie wygada, że poszliśmy w stronę lasu. Musieliśmy wydostać się stąd jak najszybciej.
   - Znasz jakieś bezpieczne miejsce? – Lys spytał się Asha.
   - Tak. Przecież nasza wataha mieszka od kilkudziesięciu lat w tym lesie. Musimy mieć przecież jakąś miejscówkę. Biegnijcie za nami.
   Bez słowa ruszyliśmy za wilkami. Przyjrzałam się im nieco. Co prawda była już noc i niewiele mogłam zobaczyć, ale jednak. Ash był czarny. Tak naprawdę tylko to odróżniało go od innych. Może był trochę bardziej umięśniony, ale nic poza tym. Reszta wilków miała brązową sierść. Oczywiście wszystkie miały żółte oczy. Widziałam już wiele wilków w lesie przy szkole, ale żaden nie miał takich ślepi. Pewnie dlatego Lys wiedział, że oni są inni.
   Biegliśmy przez las już od dłuższego czasu, nogi mnie bolały. Poza tym dopiero teraz odczuwałam siniaki, po tym jak spadłam z Kubą ze schodów. No właśnie, Kuba…
   Chciałam wyrzucić go z myśli, ale nie mogłam. Tak po prostu. Nie umiałam.
   Byłam już wykończona, ale nic nie mówiłam. Nagle potknęłam się o gałąź wystawiającą z twardej ziemi. Niefortunnie upadłam na kamień. Z mojej nogi popłynęła spora strużka krwi. Ja pier*dole, jaka ze mnie niezdara!
   Wszystkie wilki zatrzymały się i czekały aż wstanę. Gdy to zrobiłam omal nie wywróciłam się drugi raz. Za każdym razem, gdy stawałam na chorą nogę, ta, bolała mnie jeszcze bardziej.
   - W takim stanie nie pobiegniesz – powiedział do mnie Lys lekko mnie przytrzymując. – Ash!
   Czarny wilk podbiegł do nas.
   - Wsiadaj, on cię zawiezie – popchnął mnie lekko w stronę Asha.
   - Nie ma mowy! – zaprzeczyłam. - On mnie nie uniesie! A poza tym ja z niego spadnę!
   - Wierz mi, wilkołaki potrafią różne rzeczy. – Lys podniósł mnie i wsadził na czarną istotę o żółtych oczach.
   Gdy już siedziałam wygodnie na jego grzbiecie, usłyszałam dźwięk łamanych kości i wilk nagle zaczął robić się coraz większy, aż był dostatecznie duży, aby mnie unieść. Moje nogi wisiały w powietrzu, a nie leżały na ziemi, jak przed chwilą. Położyłam się na brzuch i z całej siły złapałam się jego sierści.
   Wydawałoby się, że nasza wycieczka nie ma końca, aż dotarliśmy na miejsce. Była to jedna z ich głównych siedzib. Ogromna jaskinia. Z zewnątrz wyglądała na zwykłą. Za to głębiej… po prostu nie da się tego opisać. Na środku tej wielkiej jaskini paliło się ognisko, którego światło docierało wszędzie, jednak z zewnątrz nie było nic widać. Wokół niego wilkołaki zbudowali małe domki z drewna, gałęzi i liści. Było tu ciepło i przytulnie. Mimo, iż to jaskinia, nie było tu żadnych stalagmitów ani stalaktytów. Od razu było widać, że ma wiele rozgałęzień. Z tego co usłyszałam, jedno z nich prowadzi do niesamowitego jeziorka, gdzie czasami woda zmienia kolor. Następne rozgałęzienie prowadziło do pomieszczenia z różowymi świetlikami itd.
   Od razu po tym jak znaleźliśmy się tu, Ash zaniósł mnie do jednego z domków. Siedziała tam uzdrowicielka o imieniu Azra, która sprawnie opatrzyła mi krwawiącą nogę i obwinęła ją bandażem. Potem cała wataha przyszła usiąść przy ognisku. Piekliśmy kiełbaski i śpiewaliśmy różne piosenki w innych językach, które łatwo było zapamiętać. Było naprawdę przyjemnie. Do czasu.

5 komentarzy:

  1. No no wreszcie! Spodobał mi się nowy układ :) Jest bardziej... sprawny! Rozdział Świetny, a wtrącenie do opowiadania wilkołaków było genialne! Gdybyś zwęziła trochę Obszar tekstu lepiej by się czytało. Mam nadzieję, że trochę poćwiczy nad swoimi mocami Fay, bo wydaje mi się mała, bezbronna i skazana na łaskę innych. :P Oczywiście jakbym miała oceniać dałabym 9/10. Bez tego jednego dlatego, że końcówka była dość szybka. Ale to moje zdanie :) No to weny, weny i jeszcze raz weny! Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Do czasu co !!!??? No jak tak można kończyć ?!?! No nie ogarniam ?!?!? XD
    Boski rozdział, pisz szybko kolejny. :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Następny rozdział już gotowy!
    Jeszcze tylko parę komentarzy pod tym postem i pojawi się na blogu!
    Mam nadzieję, że was zaskoczy! Sama nie wierzę, że wymyśliłam taką akcję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego ty mnie tak torturujesz?! ;[ Chcesz mnie zabić?

      Usuń
  4. fajny blog :3 obserwacja za obserwacje ? ja już ;)

    OdpowiedzUsuń