piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 17

   Co on miał na myśli?
   Mój Pan będzie zadowolony.
   Co to oznacza? Ktoś nim kierował? Przecież to niemożliwe. Cały czas robił co chciał i nikogo się nie słuchał. Próbował mnie zabić, a później cieszył się, że żyję i chcę go zamordować?
   Było tyle pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Patrzyłam zamyślona na mijające drzewa. Przekręciłam się na siedzeniu samochodowym i próbowałam odgadnąć co miał na myśli. Jedno było pewne: to nie jest koniec naszej wojny. Zamordowałam Kubę i teraz Marcina. Co jeszcze będę musiała zrobić, aby zakończyć ten koszmar? Ciekawe co się stało z szkołą pod naszą nieobecność. Czy mój brat i przyjaciółka jeszcze żyją? Ta niewiedza doprowadzała mnie do szału.
   Chwile potem jak zadałam sobie te pytania, Lys zadzwonił z kradzionego telefonu do jednego z jego przyjaciół. Gdy rozmawiał zrobił się cały blady i myślałam, że za chwilę zatrzyma się by zwrócić dzisiejsze śniadanie zjedzone w tanim barze. Odłożył telefon i opowiedział mi o wszystkim. Był atak na szkołę, chwilę po naszej ucieczce. Większość przeżyła, ale jak to w każdej bitwie musiały też być trupy. Pod gruzami budynku na razie znaleziono parę ciał. Jednym z nich było ciało Niny. Tomek jest bezpieczny, ale nikt nie widział Gośki. Nadal szukają ludzi w tych gruzach. Może ona też się znajdzie? Mam nadzieję, że będzie wśród żywych.
   Spojrzałam na Lysandra. Skupiał się na drodze, mocno zaciskając ręce na kierownicy. Nawet nie wiedziałam jak udało mu się załatwić to auto. Mam nadzieję, że go nie ukradł.
   Zmierzaliśmy do tajnej bazy wojskowej. Był tam generał, który jest jednym z nas. Poprosimy go o pomoc. Może pozwoli nam zostać na parę dni albo pomoże nam rozwiązać zagadkę, o co chodzi z tym „Panem”.
   Jechaliśmy teraz polną drogą. W oddali było widać tylko mały, drewniany budynek. Wokół nas rozciągały się wielkie pasma pól i łąk.
   Zatrzymaliśmy się przy tym budynku. Lys wysiadł i powiedział:
   - To tutaj – był dosyć zdenerwowany.
   Domek był tak stary i spróchniały, że wyglądał jak kupa desek. Jednak zza ścian słychać było liczne rozmowy i jakieś hałasy. Prawdopodobnie to bar z alkoholem, w którym zbierali się najwięksi pijacy z okolicy.
   - To na pewno tutaj? – Zapytałam wysiadając z samochodu. – Przecież to melina.
   - To jest tylko wejście- odparł. - Baza jest przecież pod ziemią. Ale masz rację: to melina.
   Weszliśmy do brudnego budynku. Pomieszczenie było dosyć duże. Stało tam wiele stolików, przy których o dziwo siedzieli porządni faceci w wojskowych mundurach. Na wprost wejścia stała ogromna lada, za którą stał barman nalewający alkohol wojskowym. Z radia leciały piosenki country, a na ścianach wisiały czaszki różnych zwierząt. Na małych taboretach leżały siodła, na które trzeba było siadać. Gdzieś w rogu stał metalowy byk, na którego właśnie wsiadał jakiś koleś. Oczywiście wokół byka były rozłożone brązowe materace. Po pomieszczeniu chodziły zgrabne kelnerki-kowbojki rozdające piwa. Panowała tu wesoła atmosfera, wszyscy tutaj rozmawiali, śmiejąc się przy tym.
   Podeszliśmy do lady i Lys powiedział do barmana:
   - My do generała Keyna.
   Kiwnął nam głową i pokazał, że mamy za nim iść na zaplecze, z którego właśnie wychodził kolejny wojskowy. Zrobiliśmy jak kazał i znaleźliśmy się w małym pomieszczeniu. Była tam tylko winda. Weszliśmy do niej, a barman powiedział, że mamy jechać na minus trzydzieste piętro. Była dosyć mała, więc musieliśmy się cisnąć. Szybko znaleźliśmy się pod ziemią. Winda się otworzyła. Pierwsze co zobaczyłam to była nieskazitelna biel. Dosłownie wszystko było białe. Podłoga, ściany, drzwi – wszystko. Gdzie niegdzie przechadzali się wojskowi w swoich mundurach. Było tu wszystko czyste i połyskujące. Lys ruszył do przodu, więc poszłam za nim. Przemierzaliśmy długie korytarze, które niczym nie różniły się od siebie. Z pewnością zgubiłabym się tutaj, gdyby nie Lysander. On dokładnie wiedział gdzie mamy iść. Wlekłam się za nim, więc złapał mnie za rękę i pociągnął. Nagle się zatrzymał, nie pukając otworzył jedne z białych drzwi i wszedł do środka ciągnąc mnie za sobą. Oczywiście to pomieszczenie też było białe. Na środku stało ogromne, czarne biurko, za którym siedział jakiś generał. Miał kruczoczarne włosy obcięte na rekruta, na których znajdowała się generalska czapka. Miał gęste wąsy i niebieskie oczy. Na jego mundurze było wiele odznak.
   - Lys – powiedział, a jego oczy się rozpromieniły.
   - Cześć wuju – odparł mój przyjaciel. – Mam dla ciebie złe wieści.
   Opowiedział mu wszystko od początku do końca, zaczynając od wezwania posiłków przez szkołę, w której się wychowałam i kończąc na niedawnym ataku.

5 komentarzy:

  1. Świetny! :DTo wszystko co mogę powiedzieć :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem zwolenniczką opowiadań, ale po przeczytaniu tego mogę stwierdzić, że bardzo dobrze to robisz. Niektórzy nie przestrzegają interpunkcji czy ortografii, a u ciebie jest wszystko dokładnie napisane. :)
    ciekawe-i-mniej-ciekawe.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale świetny blog *__*.

    Zapraszam do mnie i życzę weny.
    http://oczy-serca.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Trafiłam do ciebie przez portal Zapytaj.pl i bardzo podobają mi się twoje opowiadania! :) Myślę, że będę tu częściej wpadać!
    To jest mój blog http://ej-romantycznahistoria.blogspot.com/. Byłoby miło, gdybyś zostawiła swoją opinię. :D

    OdpowiedzUsuń